czwartek, 13 sierpnia 2009

Spacer

Kończy się najprzyjemniejszy w ostatnim tygodniu dzień w Warszawie. Po spotkaniu w Empiku zrobiłem sobie siedmiogodzinny spacer. Cały czas niebem sunęły piękne ciężkie chmury spomiędzy których wychylało się słońce. Piękna pogoda na zdjęcia.
Zachwyca mnie smukły szary blok na Powiślu, który na szczycie ma coś jakby nadbudówkę statku. Gdyby kilka takich bloków stało obok siebie, można by się poczuć jak na pełnym morzu wśród pełnomorskich okrętów. Bardzo ciekawie to wygląda.
Na Moście Poniatowskiego przystawałem do kilkadziesiąt metrów rozglądając się przy tym wnikliwie. Poczułem wtedy coś interesującego, całkiem przy tym spontanicznie. Poczułem, że mi się tu podoba. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie tę myśl i dotarło do mnie, że pozbawiona kontekstu, który nadszedł moment później, była ona czymś czystym i spontanicznym. Podoba mi się w Warszawie! Z Mostu Poniatowskiego miasto prezentuje się okazale, rozległa panorama obejmująca Centrum ze Starym Miastem, budynki przy Trakcie Królewskim, w tym kościoły, oraz wieżowce stanowiące tło dla pierwszego planu, wszystko to nabiera więcej sensu z pewnego oddalenia. Po raz pierwszy naprawdę ucieszyłem się, że tu jestem. W dole mewy obsiadły łachę na rzece a wzdłuż zarośniętego dzikiego brzegu wędkarze rzucali przynęty.
Jest kilka rzeczy w tym mieście, które bardzo mi się podobają. Należy do nich dynamika, której trudno nie zauważyć. Przejawia się to we wszechobecności budowlanych dźwigów, wyrastających licznie w każdej części miasta. Warszawa jest placem budowy i, jak mi się zdaje, jest to dopiero początek wielu lat przeobrażeń. Drugą rzeczą, która przypadła mi do gustu, jest to, że tak wiele jest tutaj parków. Żadna ze znanych mi europejskich nie ma ich tak wiele w centrum, a sporo z nich jest całkiem sporych. Zawsze byłem w stolicy zimą bądź jesienią i dopiero w czasie egzaminów wstępnych w czerwcu zauważyłem, jak zielone może być to miasto. Nie tylko szare.
Minąłem stadion i przeszedłem ładny Park Skaryszewski. Przy Parku odkryłem zachwycające miejsce - Jezioro Kamionkowskie i odchodzące od niego kanały z nisko położonymi nad nimi łąkami. Jeziorko jest zadbane, czyste, a przy jego brzegach pływają grążele. Bardzo zielono i cicho. Po drugiej stronie jeziorka znajdują się nowo wybudowane bloki mieszkalne. Stałem nad wodą, patrzyłem na nie i się rozmarzyłem, jak przyjemnie byłoby mieszkać w takim miejscu, w tak ładnym domu nad wodą i do tego blisko centrum. Szczególnie na poddaszu z balkonem lub tarasem. Mieszały się we mnie sprzeczne uczucia - z jednej strony pociągające marzenie, z drugiej myśl o tym, że dla realizacji takich marzeń ludzie zamęczają się w pracy, po czym stwierdzają, że wiele lat spędzili na zarabianiu na mieszkanie, podczas gdy mogli zrobić tyle innych rzeczy. Wszystko to są moje koślawe wyobrażenia. W gruncie rzeczy decydujemy o sobie w ograniczonym zakresie (jeśli w ogóle) i takie gdybanie i zastanawianie się przed niczym nie musi chronić.
Przeszedłem się wzdłuż ulicy Stanisława Augusta do następnego niewielkiego parku przy Grochowskiej, zrobiłem małą rundę po Grochowie, po czym Mińską dotarłem do Zamoyskiego i zobaczyłem te same bloki, tylko od drugiej strony. Później idąc Targową obejrzałem nareszcie Pragę, której od dawna byłem ciekawy i muszę powiedzieć, że się nie rozczarowałem (być może ludzie częściej mnie rozczarowują niż miasta). Rozbawiły mnie namalowane nad butikami w CH Wileńska szczyty kamienic - jakby centrum handlowe chciało udawać stare uliczki. Remontowanym mostem Śląsko - Dąbrowskim dotarłem na Stare Miasto, znów zachwycając się po drodze panoramą Warszawy.
Pod Kolumną Zygmunta spotkałem się po raz czwarty z Geografem, który wydaje mi się być taką osobą, która ma szanse przetrwać szaloną selekcję, drugą z tych 28. Znów nawiązuje do poprzedniej notki, chyba muszę ją jakoś obszerniej skomentować, gdyż inaczej nie będzie mi dawało spokoju to, że wychodzę na takiego uważającego się za kogoś lepszego gbura. Z Geografem w ciągu następnych dwóch godzin obeszliśmy okolicie Ogrodu Krasińskich (wspaniały pałac! najpiękniejszy moim zdaniem, z tych które do tej pory widziałem w mieście) i Placu Grzybowskiego. Zmarzłem i wróciłem do akademika (mało brakowało a bym napisał "do domu"). Miałem jeszcze pojechać do Tesco, ale już mi się nie bardzo chciało, więc zaraz zjem wczorajszą bułkę z szynką;).

1 komentarz:

  1. A mówiłem, że Warszawa może się podobać! Jeszcze wiele pięknych miejsc przed Tobą do odkrycia...

    OdpowiedzUsuń