czwartek, 13 sierpnia 2009

Jest praca, nie ma miłości

Po rajdzie na trasie Wrocław - Warszawa w celu uzyskania papierów na akademik mam jakiś lepszy humor. Może dlatego, że znalezienie pracy nie okazało się specjalnie trudną sprawą. Konkretnie 15% rozdanych cv spotkało się z zainteresowaniem. Sporo. Miałem już dzisiaj iść do pracy w jednym ze sklepów odzieżowych w Arkadii, ale byłem godzinę temu na rozmowie w jednej z księgarni w centrum i zdecydowałem się nie iść do ciuchlandu. Przede mną jeszcze rozmowa w Empiku, ale chyba niewiele już ona zmieni. W tej pierwszej księgarni mam zacząć od jutra. Cieszę się, że tak szybko coś znalazłem i do tego w tak przyjemnym miejscu, szkoda tylko, że mało płacą. Ta pierwsza praca ma być tylko po to, żebym w tym mieście przeżył i z tego powodu nie jest to zbyt ambitne zajęcie. Zamierzam poszukać czegoś lepszego a przede wszystkim związanego z moimi studiami i gdy tylko nadarzy się okazja dotychczasowe zajęcie opuścić. Zastanawiam się też na dawaniem korepetycji. Zorientowałem się, że całkiem dobrze można na tym zarobić, zdecydowanie lepiej niż we Wrocławiu i podobno nietrudno znaleźć uczniów. Brzmi to bardzo dobrze a do tego w jakiś sposób rozwinęło by nieco i moje umiejętności językowe.
Pogoda się popsuła i jest ogólnie dość nieprzyjemnie. Miałem iść do pracy a skończy się na tym, że znów będę coś czytał. Wcześniej tylko zaniosę dokumenty do samorządu i pójdę na tę rozmowę do Empiku. Chciałbym poznać kogoś ciekawego, w końcu mam sporo wolnego czasu, który można by przeznaczyć na tego typu aktywności, jednak nie wiem za bardzo jak to zrobić. Wypełnianie profilu na IS mnie męczy, nie mam zupełnie ochoty po raz kolejny udowadniać, że jestem ciekawy i niebanalny, przechwalać się sobą i dobierać zdjęcia pod kątem ładności. Internetowa droga poznawania ludzi coraz bardziej wydaje mi się bezsensowna. Od czasu do czasu z kimś się tak spotykam, ale z tych spotkań nic konkretnego nie wynika. O ile mój rozmówca jest z reguły mną zainteresowany, to ja nim z reguły nie jestem. Zastanawiam się, co ze mną jest nie tak i dlaczego nikt mi się nie podoba. Zauważyłem, że sam fakt tego, że daną osobę poznaję w ten sposób sprawia, że traci ona w moich oczach. Nie wiem do końca z czego to wynika. Zapewne między innymi z tego, że takie poznawanie się odbieram po prostu jako nienaturalne. To kiepskie wytłumaczenie, ale wiele lepsze nie przychodzą mi do głowy.
Policzmy, ile to osób już w ten sposób "poznałem"... hmm... We wczesnym liceum powiedzmy 10, następny taki etap miałem po pierwszym roku, następne 10, teraz kolejne 3, w międzyczasie jeszcze z 5 osób. Razem... 28 osób +/- 3. Z tego zakolegowałem się bliżej z jednym chłopakiem. Resztę nawet nie bardzo pamiętam. Około 10 z tych osób było zainteresowanych mną dość poważnie i każdej musiałem odmówić. Czy tylko mi wydaje się, że coś tu jest nie tak (ze mną)?
W takim razie wracamy do tego nudnego dylematu - a gdzie poznać chłopaka, mając pewne oczekiwania?
Gdy wczoraj przed moim wyjazdem z Wrocławia rozmawialiśmy z Pawłem, ze śmiechem stwierdziliśmy, że mój chłopak musi spełniać 3 warunki: po pierwsze nie może nosić okularów, po drugie powinien być przeciętnie owłosiony, czyli nie za mało i nie za dużo, i po trzecie powinien mieć poczucie humoru. Oczywiście to tylko takie chichranie się, ale coś jest na rzeczy. Nie będę pisał, że na poważnie to ma być inteligentny, dobry itp. blabla. Co ciekawe, zauważyłem, że osobniki ąę, oczytane z tendencją do bufonady i strzelania tekstami typu "no, na pewno wiesz, kto napisał Auto-da-fe! no powiedz, kto?", działają na mnie szczególnie odstraszająco. Trudno spotkać kogoś, kto byłby zarazem inteligentny, dojrzały emocjonalnie, najnormalniej w świecie dobry i jeszcze do tego posiadał owe poczucie humoru, którego tak brak większości (czyli jednak napisałem...). Oczywiście nie muszę dodawać, że sam taki właśnie jestem;-). O, a żeby jeszcze do tego wszystkiego był spontaniczy i przystojny w tym sensie, żeby mi się podobał - takich ludzi ziemia nie nosi! Prócz Pawła.
Paweł - sraweł, dość o Pawle.
W takim razie, gdzie poznać takiego chłopca, przy którym poczuć się można dobrze i swobodnie? Na portalach - z opisanych doświadczeń wynikałoby, że nie. W klubie takiego rodzaju moja noga najpewniej nigdy więcej nie postanie, do tego jest to chyba ostatnie miejsce, gdzie pojawiają się interesujący mężczyźni. Gdzie indziej? Możecie się śmiać, ale rozważam, czy się nie przyłączyć do jakiegoś komitetu organizującego EuroPride, czy czegoś podobnego. Może to jest jakiś pomysł na spotkanie ciekawych ludzi. Gdyż nie wiem naprawdę, jak sobie kogoś znaleźć.
Zawsze też pozostaje wzdychać czekając na kogoś, kto się pojawi w sposób cudowny całkiem znienacka po to tylko, żeby ten wieczny depresant, którym jestem, mógł go pokochać. Na uczelni, w tramwaju, lub w parku. I przeżyć tak życie, tak sobie wzdychając, coraz bardziej zakopując się w swoich rojeniach.

4 komentarze:

  1. Cóż, gratuluję znalezienia pracy! (powiesz mi, niekoniecznie tutaj, która to księgarnia?), a co do chłopaka - przynajmniej ktoś się Tobą od czasu do czasu interesuje, a liczba "poznanych" i spotkań przyprawia mnie o zawrót głowy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe szczęście, że nie mieszkam już w Warszawie i nie mamy szansy się spotkać, przynajmniej unikniesz kolejnego rozczarowania. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. no i wyszedłem na niesympatycznego. właśnie tak mi się zdawało, że tak to zostanie odebrane... a może rzeczywiście jestem niesympatyczny.
    ale bywasz w Warszawie? gdyż z przyjemnością bym się jednak spotkał. nie pisałem tu o znajomościach blogowych:>
    no i jeszcze wychodzi na to, że się przechwalam znajomościami i zainteresowaniem moją osobą. dlatego zawsze bałem się o tym napisać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bywam w Warszawie, ale niezwykle rzadko. Najbliższy pewny pobyt to połowa grudnia, może zdarzy się jeszcze krótki wypad we wrześniu i listopadzie.

    OdpowiedzUsuń